
Statystyki Kanady (StatsCan) odnotowały największy roczny spadek wskaźnika zabójstw od 40 lat — to już trzeci rok z rzędu spadku, a liczba zabójstw zbliża się do rekordowo niskich poziomów z początku lat 2010. Współczynnik prób zabójstwa na mieszkańca jest najniższy w historii 40-letnich statystyk. Spadek odnotowano w 7 z 10 prowincji i w 19 z 42 obszarów metropolitalnych — w rejonie Winnipegu liczba zabójstw spadła niemal o połowę. W 2024 roku odnotowano łącznie 788 zabójstw w całym kraju, co stanowi zaledwie 0,1% wszystkich przestępstw z użyciem przemocy zgłoszonych policji.
Statystyki ujawniają jednak poważne dysproporcje regionalne i społeczne. Manitoba wciąż ma współczynnik dwukrotnie wyższy niż średnia krajowa, a Saskatchewan — trzykrotnie wyższy. Rdzenni mieszkańcy Kanady, stanowiący 5% populacji, są ośmiokrotnie bardziej narażeni na śmierć w wyniku zabójstwa niż pozostali Kanadyjczycy i stanowili aż 30% wszystkich ofiar w 2024 roku.
Na tym tle szczególnie odbiła się niedawna strzelanina na festynie Salsa on St. Clair w Toronto — 11 lipca zginęli tam 25-letni Shaquan Quashie i 20-letni Cesar Vernaza, a pięć kolejnych osób trafiło do szpitala. Jak podała policja, był to atak wymierzony w konkretne osoby, a ofiary się znały. W minionym tygodniu aresztowano dwóch podejrzanych — 18-letnich Jessiaha Massaro-Gilla i Lewisa Downeya — obu oskarżono o morderstwo pierwszego stopnia.
Komendant policji Toronto Myron Demkiw podkreślił paradoks: mimo że statystyki miasta pokazują spadek liczby strzelanin o ponad 26% rok do roku, zdarzenia takie jak to na St. Clair mają nieproporcjonalnie duży wpływ na poczucie bezpieczeństwa mieszkańców. Demkiw ponownie zaapelował o zaostrzenie przepisów dotyczących broni palnej oraz reformę systemu warunkowego zwolnienia z aresztu, argumentując, że obecne prawo nie egzekwuje wystarczająco odpowiedzialności sprawców.