
Jesień przyszła na rynek mieszkaniowy Toronto bez zwykłego ożywienia. Dni otwarte są cichsze, kupujący ostrożniejsi, a wiele rodzin zadaje sobie to samo pytanie: kupować teraz czy jeszcze poczekać?
Według Toronto Regional Real Estate Board we wrześniu w regionie Wielkiego Toronto sprzedano 5040 domów, o 9 procent mniej niż rok wcześniej. To trzeci z rzędu roczny spadek i największy od stycznia. Średnia cena sprzedaży spadła o 5,1 procent, do 1 006 409 dolarów, a cena referencyjna o 4,7 procent, do 917 600 dolarów. Najmocniej ucierpiały mieszkania w kondominiach, których średnia cena spadła o 7,7 procent, do 605 257 dolarów, a sprzedaż domów szeregowych zmalała o prawie 13 procent.
Ekonomista TRREB Jason Mercer mówi o dużym niezaspokojonym popycie w regionie, ale kupujący chcą być pewni swojej pracy i tego, co stanie się z inflacją, zanim podejmą decyzję. O tę pewność trudno. Stopa bezrobocia w Toronto wyniosła w sierpniu 6,8 procent, a inflacja 3 procent. Bank Kanady utrzymał we wrześniu stopę referencyjną na poziomie 2,25 procent, ale ostrzegł przed wyższym ryzykiem inflacji, a część ekonomistów, w tym z UBS, spodziewa się podwyżek stóp w najbliższych miesiącach.
Starsza zastępczyni prezesa Banku Kanady Carolyn Rogers przypomina, że bank centralny może schłodzić popyt, ale sam nie rozwiąże problemu dostępności mieszkań, bo stopy procentowe to tępe narzędzie. Prezes TRREB Daniel Steinfeld wskazuje też na zbliżające się wybory samorządowe w regionie Toronto jako kolejne źródło niepewności dla kupujących.
Dla polskich rodzin w Toronto i Mississaudze, z których wiele marzy o pierwszym domu albo o większym dla rosnącej rodziny, rynek wysyła mieszane sygnały. Ceny są niższe niż przed rokiem, ale kredyt może wkrótce zdrożeć. Na takim rynku cierpliwość i staranne planowanie mogą okazać się najcenniejszym kapitałem.