
Była trzecia nad ranem 6 października, godzina, w której morze jest najciemniejsze, gdy drony odnalazły dwa statki handlowe około 128 kilometrów od wybrzeży Bułgarii. Płynęły w wyłącznej strefie ekonomicznej tego kraju, na wodach, na których do tamtej nocy żaden statek nie został zaatakowany.
Pływający pod banderą Togo Alfa Watan został rozdarty i zatonął w miejscu trafienia. Pływający pod banderą Palau Able, z ładowniami pełnymi pszenicy, stanął w ogniu. Na ratunek przypłynął bułgarski prom, który zabrał w bezpieczne miejsce wszystkich 18 marynarzy; dwóch ciężko rannych przetransportowano śmigłowcem do szpitala w Warnie.
Po nadzwyczajnym posiedzeniu rządu premier Rumen Radew nazwał atak niedopuszczalnym. Wojna, ostrzegł, rozlewa się po mapie: paraliżuje żeglugę na Morzu Czarnym, podnosi koszty ubezpieczeń i zwiększa ryzyko szerszego konfliktu. Prezydent Ilijana Jotowa zwołała Radę Bezpieczeństwa, a służby wypatrywały na wodzie śladów ropy.
Z Kijowa szybko padła odpowiedź. Prezydent Wołodymyr Zełeński zapewnił, że ukraińskich sił nie było w pobliżu, a atak był połączoną rosyjską operacją z użyciem dronów morskich i powietrznych. Bułgaria jest ostrożniejsza i podkreśla, że pochodzenie dronów jest wciąż badane. Moskwa milczy, a NATO odsyła wszystkie pytania do Sofii. Zaledwie dzień wcześniej na dno Morza Czarnego poszedł po ataku drona statek ze zbożem należący do tureckiego armatora; władze Rumunii poinformowały o dwóch ofiarach śmiertelnych.
Tej samej nocy rosyjskie rakiety i drony uderzyły w ukraińskie elektrownie i sieci przesyłowe, także w Kijowie, zabijając co najmniej 19 osób. W Pryłukach rakieta wbiła się w blok mieszkalny. Gdy jesień przechodzi w zimę, Rosja znowu celuje w ciepło i światło ukraińskich domów.
Bułgaria należy do NATO i Unii Europejskiej, a ten atak przynosi cień wojny pod sam próg Sojuszu. W zeszłym miesiącu naczelny dowódca NATO, amerykański gen. Alex Grynkewich, zaapelował do sojuszników, by otwarcie wskazywali sprawców incydentów z dronami i sabotażu, gdy tylko dowody są jasne. Polakom nie trzeba tłumaczyć, co to znaczy: polskie władze informują, że dywersanci działający na zlecenie Rosji próbowali w listopadzie 2025 roku wysadzić linię kolejową prowadzącą na Ukrainę. Morze Czarne może być daleko od Warszawy, ale ta lekcja jest bardzo bliska.